Gry - tantra - kreator cv - tworzenie stron www łódź - Freerolle - RVG - okna szczecin - folientaschen - Marmury - kolektory słoneczne - kreta last minute

Kosmiczny inżynier

Kosmiczny spacer

wrzesień 21st, 2008

Wziął głęboki oddech. Widziała, że za wszelką cenę starał się zachować spokój, i zdawała sobie sprawę, że to nie najlepsza pora na słowa współczucia. Nawet delikatny dotyk mógł sprawić, że Bil przestanie nad sobą panować. Mimo że Emma znała dobrze rozkład stacji, pierwszy widok jej wnętrza przyprawił ją o zawrót głowy. Stan nieważkości oznaczał, że nie było tu góry ani dołu, podłogi ani sufitu. Zagospodarowana była każda powierzchnia i jeśli obróciła się zbyt szybko, momentalnie traciła orientację. To oraz narastające mdłości sprawiały, że poruszała się powoli, koncentrując wzrok w jednym punkcie przy każdej zmianie miejsca. Wiedziała, że ISS ma taką samą kubaturę jak dwa boeingi 747, tu jednak dzieliła się ona na dwanaście modułów, każdy wielkości autobusu, połączonych ze sobą w specjalnych punktach zwanych węzłami. Prom przycumował przy Węźle numer 2, do którego przylegało również laboratorium Europejskiej Agencji Kosmicznej, laboratorium japońskie i laboratorium amerykańskie. Z tego ostatniego przechodziło się do dalszej części stacji. Bili ruszył wraz z nią przez laboratorium amerykańskie w stronę Węzła numer 1. Zatrzymali się na chwilę, żeby popatrzeć przez okna kopuły obserwacyjnej. Pod ich stopami obracała się powoli Ziemia. Nad oceanami wirowały mleczne chmury. Spędzam w tym miejscu każdą wolną chwilę powiedział Bili. Po prostu patrzę przez te okna. To dla mnie coś w rodzaju sanktuarium. Nazywam to kościołem Matki Ziemi. Oderwał wzrok od widoku i wskazał kolejne włazy. Dokładnie naprzeciwko znajduje się śluza EVA. Można przez nią wyjść na kosmiczny spacer wyjaśnił. Luk pod nami prowadzi do modułu mieszkalnego. Tam będziesz spać. Po drugiej stronie modułu przycumowany jest ratunkowy statek załogowy, na wypadek, gdyby trzeba się było szybko ewakuować. W module mieszkalnym śpi trzech członków załogi? Bili przytaknął. Trzech innych śpi w RSM, czyli rosyjskim module służbowym. Droga do niego prowadzi przez ten luk. Chodźmy. Opuścili Węzeł numer 1 i płynąc labiryntem tuneli dotarli do rosyjskiej połowy stacji. Była to najstarsza część ISS, sekcja najdłużej krążąca po orbicie. Lata zrobiły swoje. Gdy mijali Zarię, w której znajdowały się zespoły energetyczne i napędowe, Emma zauważyła na ścianach smugi, liczne zadrapania i odpryski. To, co przedtem było tylko zbiorem zarejestrowanych w jej umyśle technicznych planów, nabierało realności, wypełniało się szczegółami. Stacja była czymś więcej niż tylko labiryntem lśniących laboratoriów, stanowiła również dom dla wielu istot ludzkich i wszędzie widać było ślady ich bytności. Gdy wpłynęli do modułu rosyjskiego, oczom Emmy ukazał się dezorientujący widok: wiszący do góry nogami Griggs i Vance. A może to ja jestem odwrócona do góry nogami, pomyślała, rozbawiona tym nierealnym światem nieważkości. Podobnie jak amerykański moduł mieszkalny, RSM składał się z kuchni, toalety oraz stanowisk sypialnych dla trzech członków załogi. Na końcu członu zauważyła kolejny właz. Emma jako ostatnia wpłynęła do modułu mieszkalnego. Tłoczyło się w nim dwanaście osób: plątanina rąk i nóg, których właściciele unosili się w powietrzu, starając się przez cały czas uniknąć zderzenia z kimś innym. Podczas gdy Griggs usiłował zaprowadzić tam jaki taki porządek, Emma wróciła do Węzła numer 1. Dryfując w powietrzu, dotarła powoli do kopuły obserwacyjnej. Widok za oknami zaparł jej dech w piersiach.

Cumowanie

wrzesień 21st, 2008

Cumowanie przebiegło idealnie. Przy prędkości obu statków kosmicznych wynoszącej 17 500 mil na godzinę Vance zbliżył się do ISS w tempie dwóch cali na sekundę, solidnie i mocno łącząc człon cumujący Atlantis ze śluzą stacji. Teraz otwarto luki i załoga Atlantis przeprawiła się na stację kosmiczną, gdzie powitali ją ludzie, którzy od ponad miesiąca nie widzieli nowych twarzy. Węzeł numer 2 był zbyt mały, by pomieścić trzynaście osób, i przybysze szybko przenieśli się do sąsiednich członów stacji. Emma była piąta z kolei. Pokonawszy luk, poczuła specyficzną mieszankę zapachów: lekko kwaśny, surowy odór ludzi, którzy przebywali zbyt długo w zamkniętym pomieszczeniu. Luther Ames, stary znajomy ze szkolenia astronautów, przywitał ją jako pierwszy. Doktor Watson, jak przypuszczam! huknął, miażdżąc ją w uścisku. Witaj na pokładzie. Każdą damę witamy tu z radością. Wiesz przecież, że nie jestem damą. To będzie nasza słodka tajemnica odparł, puszczając do niej oko. Luther zawsze brał się z życiem za bary. Potrafił każdego zarazić swoim dobrym humorem. Wszyscy go lubili, ponieważ on też wszystkich lubił. Emma cieszyła się, że jest z nim na pokładzie ? zwłaszcza gdy przyjrzała się innym członkom załogi. Uścisnęła dłoń Michaelowi Grigssowi, dowódcy ISS. Przywitał ją grzecznie, lecz niemal w wojskowym stylu. Tak samo mało serdeczna była przysłana przez Europejską Agencję Kosmiczną Angielka, Diana Estes. Uśmiechała się, ale jej oczy, błękitne niczym lodowiec, były chłodne i odległe. Potem Emma przywitała się z Rosjaninem, Nikołajem Rudenko, który przebywał na ISS najdłużej ? prawie pięć miesięcy. Miała wrażenie, że panele oświetleniowe zmyły wszystkie kolory z jego twarzy, czyniąc ją tak samo bezbarwną, jak pasemka siwizny na jego brodzie. Gdy podawali sobie ręce, ledwie musnął ją spojrzeniem. Ten człowiek musi czym prędzej wracać do domu, pomyślała. Jest w depresji. Kompletnie wyczerpany. Jako następny powitał ją astronauta z NASDA, Kenichi Hirai. On przynajmniej się uśmiechał i miał mocny uścisk dłoni. Wyjąkał pozdrowienie i szybko się wycofał. Moduł powoli opustoszał. Reszta załogi przeniosła się do innych części stacji. Emma została sam na sam z Billem Haningiem. Debbie Haning zmarła przed trzema dniami. Bili wracał na ziemię na pokładzie Atlantis nie po to, by czuwać przy łóżku swojej żony, lecz by zdążyć na jej pogrzeb. Emma przysunęła się bliżej.

Strefa nocy

wrzesień 21st, 2008

Emma wdrapała się po drabince i wynurzyła w kokpicie tuż za fotelem Vance?a. Jeden rzut oka na zewnątrz sprawił, że westchnęła z podziwu. Nigdy przedtem nie znajdowała się tak blisko stacji. Kiedy przed dwoma laty po raz pierwszy poleciała w kosmos, nie przycumowali do ISS, lecz tylko obserwowali ją z daleka. Stacja rzeczywiście była piękna. Z przymocowanymi do głównej kratownicy olbrzymimi bateriami słonecznymi wyglądała niczym wzbijający się w niebo morski okręt. Zbudowane przez szesnaście różnych krajów części składowe dostarczono na orbitę w trakcie czterdziestu pięciu osobnych misji. Pięć lat zajęło złożenie ich w kosmosie, kawałek po kawałku. Była czymś więcej niż tylko cudem techniki: stała się symbolem tego, co może osiągnąć człowiek, gdy tylko odłoży na bok broń i obróci wzrok ku niebu. Całkiem fajna nieruchomość stwierdził Vance. Apartament z dużym widokiem, tak bym ją chyba określił. Jesteśmy dokładnie w pozycji R oznajmił pilot DeWitt. ? Na razie idzie nieźle. Vance uniósł się ze swojego fotela i wyjrzał przez okno, żeby wizualnie kontrolować podchodzenie do modułu cumowniczego ISS. Była to najbardziej delikatna faza skomplikowanego procesu połączenia. Atlantis został wystrzelony na niższą orbitę niż ISS i przez ostatnie dwa dni bawił się w berka ze stale umykającą stacją kosmiczną. Mieli zbliżyć się do niej od spodu, zajmując przy pomocy silników manewrowych najlepszą pozycję do cumowania. Emma słyszała ich huk i poczuła drżenie, które przebiegło przez kadłub. Spójrz, to jest właśnie ta uszkodzona w zeszłym miesiącu bateria słoneczna powiedział DeWitt, wskazując na panel, w którym ziała wielka dziura. Jednym z wielu zagrożeń, których nie sposób uniknąć w kosmosie, są deszcze meteorytów. Nawet niewielki odłamek może spowodować duże straty, jeśli statek pędzi z prędkością tysięcy mil na godzinę. Przysunęli się bliżej; widzieli teraz stację we wszystkich oknach. Podziw i duma, które ogarnęły Emmę, były tak silne, że łzy napłynęły jej do oczu. Jestem w domu, pomyślała. Wracam do domu. Właz do śluzy powietrznej otworzył się i w drugim końcu korytarza, łączącego Atlantis z ISS, zobaczyli uśmiechniętą, szeroką brązową twarz. To było ich pierwsze wejście w strefę nocy. Przysunęła się do okna i przycisnęła rękę do szyby. Och, Jack, pomyślała. Chciałabym, żebyś tu był i żebyś mógł to zobaczyć. Pomachała ręką. Nie miała najmniejszej wątpliwości, że gdzieś tam w ciemnościach na dole Jack odwzajemnia jej gest.

Kłopoty z łącznością

wrzesień 21st, 2008

Casper milczał. Niech ich diabli, pomyślał Sullivan. Na tych facetów najlepiej działa szczera prawda, więc równie dobrze mógł im ją powiedzieć jeszcze raz. Rozbiła się i spłonęła odrzekł i wymaszerował z hangaru. Rozbiła się i spłonęła. Tylko tak można było opisać to, co wydarzyło się tamtego zimnego jasnego poranka przed półtora rokiem. Razem z nią rozbiły się i spłonęły jego marzenia. Siedząc przy poobijanym biurku i lecząc kaca kubkiem kawy, Sullivan wspominał mimo woli każdy bolesny szczegół owego dnia. Podjeżdżający pod wyrzutnię autobus pełen oficjeli z NASA. Dumny jak paw jego brat, Gordie. Kilkunastu pracowników Apogee oraz paru inwestorów, którzy popijali w świątecznym nastroju kawę i pojadali pączki w prowizorycznym namiocie. Odliczanie. Start. Wszyscy zapatrzeni w niebo, po którym mknęła nie większa od główki szpilki Apogee I. A potem nagły błysk światła. Tak to się skończyło. Od brata usłyszał tylko kilka słów współczucia. Gordon zawsze reagował w ten sposób. Za każdym razem, gdy Sullivan coś schrzanił ? a zdarzało się to aż nazbyt często ? Gordie potrząsał tylko ze smutkiem i rozczarowaniem głową. Był starszym bratem, rozsądnym i odpowiedzialnym człowiekiem, który odznaczył się jako dowódca promu kosmicznego. Sullivan nie wszedł nawet w skład korpusu astronautów. Mimo że podobnie jak Gordon był pilotem i inżynierem rakietowym, nigdy mu nic nie wychodziło. Kiedy siadał za sterami, na ogół dokładnie w tym momencie wysiadała łączność albo przepalał się jakiś kabel. Często myślał, że powinien wytatuować sobie na czole napis ?To nie moja wina?, ponieważ w większości przypadków naprawdę nie ponosił odpowiedzialności za to, że coś poszło nie tak. Ale Gordon uważał inaczej. Jemu wszystko szło jak po maśle. Sądził, że pojęcie pecha zostało wymyślone, żeby ukryć brak kompetencji. Widziała przed sobą Ziemię w całej okazałości. Gwiazdy wieńczyły niczym korona delikatny owal horyzontu. Na dole zapadał zmierzch i widziała, jak w mroku nikną znajome punkty krajobrazu. Houston.

Mechanik statku

wrzesień 21st, 2008

Sullivan spojrzał na gazetę, którą Bridget wcisnęła mu wcześniej do ręki. Otworzył ją na drugiej stronie i zobaczył tytuł artykułu: ?NASA wysyła na orbitę zmiennika?. Obok zamieszczono fotografię z konferencji prasowej w Centrum Kosmicznym Johnsona. Rozpoznał skromnego, źle ostrzyżonego faceta z wielkimi uszami. Gordona Obiego. Casper chwycił gazetę i podetknął ją pod nos gościom. Widzą panowie tego faceta, który stoi przy Leroyu Cornellu? To dyrektor Operacji Lotów Załogowych, brat pana Obiego. baj mężczyźni, na których słowa Caspera wywarły wyraźne wrażenie, przyjrzeli się Sullivanowi. Więc jak?  spytał Casper. Chcecie panowie porozmawiać o interesach? Równie dobrze możemy powiedzieć to panom od razu oznajmił Lucas. Wraz z panem Rashadem obejrzeliśmy wcześniej, co produkują inne kosmiczne firmy. Zapoznaliśmy się z ofertami Kelly Astrolinera, Rotona oraz Kistlera. Wszystkie, a zwłaszcza model K-1 Kistlera, bardzo nam się spodobały. Doszliśmy jednak do wniosku, że powinniśmy dać szansę również waszej małej spółce. Waszej małej spółce. Mam to w dupie, pomyślał Sullivan. Nienawidził żebrać, nienawidził padać na twarz przed nadętymi ważniakami. To była beznadziejna walka. Bolała go głowa i burczało mu w brzuchu, a ci dwaj palanci marnowali tylko jego czas. Przekonajcie nas, dlaczego mamy postawić akurat na waszego konia kontynuował Lucas. Dlaczego powinniśmy wybrać Apogee! Sullivan przetarł oczy. Aspiryna przestawała działać i łupało go w głowie. Miał dość tej żebraniny. Był pilotem i inżynierem i nie miał nic przeciwko temu, by resztę życia spędzić z rękoma umazanymi smarem. Było to jednak niemożliwe bez nowych inwestorów. Bez napływu świeżej gotówki. Wrócił do gości. Ku jego zaskoczeniu zaczęli go traktować z ostrożnym szacunkiem. Może dlatego, że powiedział im prawdę. W porządku mruknął. W końcu nie miał nic do stracenia. Równie dobrze mógł zginąć z honorem. Oto moja propozycja. Możemy udowodnić wszystko, o czym była tu mowa, organizując jeden prosty pokaz. Czy inne firmy są gotowe odpalić rakietę na każde żądanie? Bynajmniej. Potrzebują czasu na przygotowania stwierdził, uśmiechając się szyderczo. Co najmniej kilku miesięcy. My możemy to zrobić w każdej chwili. Musimy tylko zaopatrzyć to cudo w pomocniczy silnik i możemy umieścić je na niskiej orbicie okołoziemskiej. Do diabła, jesteśmy w stanie wysłać je na spotkanie ze stacją kosmiczną. Podajcie nam dokładną datę. Powiedzcie, kiedy chcecie odpalić, a my to zrobimy. Casper zrobił się blady jak upiór. Sullivan zagalopował się. Stąpali po zbyt cienkim lodzie. Nie testowali jeszcze Apogee II. Stała w hangarze przez ponad czternaście miesięcy, obrastając kurzem, podczas gdy oni starali się zorganizować pieniądze. Czyżby Sully chciał wysłać ją na orbitę już w trakcie dziewiczego lotu? Nie mam wątpliwości, że sprosta wymaganiom mówił dalej Sullivan i dlatego sam usiądę za sterami. Caspera coś ścisnęło w żołądku.